Witajcie,
Grudzień był miesiącem dość dziwnym. Masa pracy i tylko strzępki czasu dla fotograficznej pasji. Cały mój harmonogram pękał w szwach od natłoku pracy i co prawda znalazłem kilka wolnych wieczorów na przeprowadzenie kilku sesji – to niestety zabrakło go już na obróbkę gotowych plików. Teraz nastał styczeń, który pozwala mi trochę odetchnąć i skupić się na nauce oraz (co bardziej ciekawe) na walce z gigabajtami rawów z grudniowych sesji. Zdjęć było naprawdę setki, z wielu jestem bardzo zadowolony. Niestety nie zaprezentuje ich wszystkich, z jednego prostego powodu. Zapał do obróbki zdjęć trwa u mnie mniej więcej trzy dni od zakończenia sesji – po tym czasie czuje się jakby odgrzewał jakieś danie z zamrażarki i mimo, że całkiem smaczne, to nie mogę oprzeć się pokusie zrobienia czegoś świeżego. Dlatego teraz pozwolę sobie poczęstować was jedynie małymi przekąskami z mojej zimowej spiżarni, zostawiając tym samym miejsce na nowe dania, które przyniesie niedaleka przyszłość. … Ale kulinarna metafora mi wyszła ;]
Grudzień i jego czasopożeractwo wymusiło na mnie pewną modyfikację planu moich sesji. Mając tak mało czasu na przyjemności zmuszony byłem łączyć je i realizować jednocześnie. Dlatego większość z niżej przedstawionych sesji powstało w trakcie imprez… albo inaczej, formułując poprawniej… imprezy wynikły w czasie sesji. Ale tutaj już nie będę zagłębiał się w szczegóły, których i tak łatwo się domyślić:)
Podczas pierwszej z takiej imprezosesji powstało poniższe zdjęcia, z którego jestem szalenie zadowolony:) Na zdjęciu oczywiście Ola. Oświetlenie trochę niestandardowe bo dolne, ale w tym wypadku nadało całości dość ciekawego klimatu.
Kolejna sesja zrodziła dwa projekty. Pierwsze – o koncepcji dość szalonej. Zamysł dla mnie nie dokońca jasny, ale efekt wyszedł zadowalający
hasło tego zdjęcia: „ma być komiksowo”.

…oraz drugie, które miało być podręcznikowym zdjęciem do portfolio szanującej się wizażystki i szanującego się fotografa. Efekt końcowy mówiąc szczerze troche pozostawia do życzenia, ale pokazać trzeba! Żeby nie było że się obijamy
Kolejna sesja wynikła dość spontanicznie i jak to się mówi „na wariackich papierach”. Dlaczego? A dlatego, że miała miejsce tuż przed nocą sylwestrową. Miała być pamiątka świetnej zabawy, a zupełnie przypadkowo wyszły świetne zdjęcia:) Na szczególną uwagę zasługuje zdjęcie Michała w jego przebraniu. Acha, zapomniał bym dodać. Sylwester stylizowany na lata PRLu. I co jeszcze! z tym zdjęciem premierę ma moje nowe logo. Musiałem trochę zmodyfikować to stare. Teraz wydaje mi się czytelniejsze i zgrabniejsze

I ostatnia sesja. Tutaj pierwszy raz taka tematyka. Zdjęcia ciążowe
Oprócz zdjęć typowo dokumentacyjnych i rodzinno-emocjonalnych, powstała jedna perełka
Sandra zrobiła tak przeuroczą minę, że zakochałem się w tym zdjęciu! A poza tym jestem strasznie zadowolony z obróbki































