Witajcie!
Dzisiaj będzie krótko. Niestety po zwariowanym weekendzie czas najwyższy wrócić do rzeczywistości i zacząć myśleć o studiach. Eh. A szkoda bo mam naprawdę dużo do powiedzenia o ostatniej sesji, bo była przeciekawa. Zarówno ze względów oświetleniowych jak i socjologicznych. Streszczając.
Poniższa sesja była drugą tego dnia. Efekty pierwszej niebawem. Czemu taka kolejność? A dlatego, że pierwsza sesja była sesją plenerową z dość wysoko postawioną poprzeczką. Pierwsza część cyklu nowego DUŻEGO projektu. Więcej zdjęć, więcej obróbki, więcej tekstu. Ale to już temat na inny wpis. Skupmy się na tym co mam dzisiaj do zaprezentowania. Sesja miała miejsce w warunkach domowych, przebiegła szybko – ba, w porównaniu do ostatniej części projektu “maski” ta przebiegła błyskawicznie. Może dlatego, że stylizacja trochę bardziej minimalistyczna, a może dlatego, że tym razem nie doskwierał mi problem z ilością oświetlenia. Całość zajęła nam nie więcej niż 3 godziny, ale włączyć w to trzeba obiad wraz z przygotowaniem i spokojne wypicie herbatki/kawki przy pogaduchach
Także pełen luz. Wizażem oczywiście zajęła się Ola, poszło jej wszystko bardzo sprawnie, ilość poprawek w trakcie sesji została ograniczona niemal do minimum, więc gdy już zacząłem robić zdjęcia to przerwy były tylko na zmianę ustawień światła. A zmian było dużo, bo w zasadzie pierwszy raz pracowałem z taką ilością oświetlenia i muszę się przyznać, że ogarnięcie w jednej chwili 4 lamp stanowi już pewne wyzwanie. O setupach napiszę na końcu. Ilonka, choć już mocno przemarznięta po poprzedniej sesji plenerowej, pozowała nadzwyczaj dzielnie. Przed obiektywem wyglądała bardzo naturalnie, myślę że wpłynęło na to jej sceniczne doświadczenie. Pozowała z wyczuciem i doskonale stosowała się do moich wskazówek. Tutaj wielkie brawa dla niej.
Całą sesje uważam za nadzwyczaj udaną. Zasługą tego jest ostatnie zdjęcie, po zrobieniu którego powiedziałem definitywnie – koniec! Wiedziałem, że mam już to najważniejsze, najlepsze zdjęcie z całej sesji. Że już nic lepszego tego dnia nie zrobimy. Lubie to uczucie
Technicznie: Główne źródło światła zapewniły mi dwie lampy studyjne Quantuum R+300, wraz z nałożonymi kwadratowymi softboxami 50x50cm. Na pierwszych dwóch zdjęciach umieszczone w układzie typowej muszli – czyli z przodu modelki – jedno od góry drugie od dołu. Dodatkowo jedna lampa reporterska została skierowana jako kontra na włosy od tyłu a druga jako rozświetlenie na tło. Ostatnie zdjęcie, jak nie trudno się domyślić zostało oświetlone dwoma softboxami – jeden od góry na twarz modelki drugi od dołu na tył głowy.
PS. Chciałbym bardzo podziękować Arkowi za wypożyczenie mi lamp wraz z softboxami
PS.2 Udało mi się rozwiązać problem z kolorami. Rozwiązanie było przedziwne i zupełnie nielogiczne. Ale zadziałało. Przełożyłem kabel od monitora do innego wejścia w komputerze. Teraz już wszystko śmiga jak należy. Kolory wszędzie takie same
PS.3 Miało być krótko, wyszło normalnie…


